Happy Cow

HappyCow's Compassionate Healthy Eating Guide

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Kotlety z kapusty włoskiej z kurkami

O tym, że kapusta jest zdrowa nie trzeba chyba nikogo pouczać :) Kapusta włoska według tego co wyszukałam jest naprawdę warta włączenia do diety.

Plusy kapusty włoskiej:

  • Mała zawartość tłuszczów nasyconych
  • Mała zawartość sodu
  • Bardzo wysoka zawartość wapnia
  • Wysoka zawartość żelaza
  • Bardzo wysoka zawartość witaminy C
  • Wysoka zawartość białka
  • Mała zawartość tłuszczów
  • Bardzo wysoka zawartość błonnika
  • Brak cholesterolu
Jedyny minus to:
  • Mała zawartość witaminy A

Jeszcze jeden plus został pominięty - kapusta włoska jest pyszna :) Można z niej zrobić bardzo smaczne kotlety.

Składniki:
Pół średniej główki kapusty
Miseczkę kurek (nie wiem ile dokładnie, kurki zbierane w lesie, nie ważone ;))
Mielone siemię lniane (około pół szklanki)
100g substytutu sera (u mnie Sheese o smaku Cheddara z ziołami)
Por
Przyprawy (sól, pieprz, pieprz cytrynowy)
Bułka tarta, olej 

starty Sheese

drobno posiekane kurki

por (biała część) drobno poszatkowany

Kapustę gotujemy (najlepiej na parze, ale jak nie ma możliwości można ugotować normalnie). Jedyny błąd jaki zrobiłam to po ugotowaniu za słabo ją poszatkowałam. Właściwie kapuchę można było zetrzeć na tarce. Chodzi o to, żeby jej kawałki były jak najmniejsze.
Drobno pokrojone kurki dusimy na patelni aż odparuje trochę wody. Gdy wystygną mieszamy je z kapustą. Na patelni podsmażamy pora. Siemię lniane zalewamy ciepłą wodą (ok. 1/4 szklanki). Dodajemy je i pozostałe składniki do kapusty. Mieszamy i formujemy kotleciki. Obtaczamy w tartej bułce i smażymy. Najlepiej żeby kotlety były małe (oczywiście ja zrobiłam kolosa ;)).



Mniejsze kawałki kapusty wyglądałyby lepiej, ale smak i tak jest świetny :)


piątek, 10 sierpnia 2012

Racuchy bez jajek i Macchiato sojowe

Dzisiaj próbowałam ulepszyć placuszki z poprzedniego posta. Wyszły mi bezjajeczne i bezmleczne racuchy. W życiu bym nie poznała po smaku, że ich główny składnik to gotowane ziemniaki. Pod zdjęciami podaję ulepszony przepis :)



Składniki: 
3 spore ugotowane ziemniaki
szklanka mleka sojowego lub innego roślinnego (najlepiej naturalne)
3 łyżki syropu z agawy lub klonowego
5 łyżek mąki tortowej
3 łyżki mąki ziemniaczanej
5 łyżek kaszy manny
łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli

Ziemniaki po ugotowaniu gnieciemy, dodajemy mleko i syrop z agawy. Wszystko blendujemy na gładką masę. Dodajemy mąkę tortową i ziemniaczaną, kasze mannę, proszek do pieczenia i sól. Bardzo dokładnie mieszamy. Smażymy na oleju roślinnym. Uważamy żeby nie nalać za dużo ciasta na patelnię i staramy się, żeby racuchy nie były zbyt grube. Ciasto powinno być dosyć gęste.
Podałam je z owocami z puszki i bitą śmietaną (znowu ;D) oraz z moim nowym ulubionym mlekiem sojowym, którego zdjęcie przedstawiam poniżej.
Nie piję kawy, nie służy mi. Zdecydowanie wolę herbatę, chociaż przyznam, że zarówno smak jak i zapach kawy bardzo mi pasuje. Sojowe Macchiato, stworzone przez Alpro niestety nie jest jeszcze dostępne w Polskich sklepach (chyba, że o czymś nie wiem, wtedy proszę o sprostowanie), ale od czego mamy Allegro? Każdemu kto ma okazję je wypróbować serdecznie polecam ten napój! Pyszny. Mój osobisty numer 1. Zdetronizował waniliowe mleko Alpro, które smakuje jak budyń ;)



czwartek, 9 sierpnia 2012

Masz babo placek

Początkowo chciałam zrobić gofry. Przepis znalazłam u Kikimory i od razu wydał mi się bardzo fajny. Niestety nie wiem, czy dałam za dużo ziemniaków, za mało mąki, czy popełniłam jakiś inny okropny błąd, ale gofry kleiły się strasznie do gofrownicy (uprzedzam pytania - tak, gofrownica była mocno natłuszczona) i po którymś podejściu się poddałam. Bardzo chciałam jednak wypróbować bitą śmietanę, a samo ciasto było bardzo smaczne (chociaż zupełnie bezkształtne gofry nie nadawały się do publikacji). Wymyśliłam więc ziemniaczane pancakes i to był strzał w 10! Są to najlepsze bezjajeczne naleśniory jakie do tej pory zrobiłam. Do tego są banalnie proste w przygotowaniu (jeżeli przepis jest banalny od razu staje się moim ulubionym :] ).


Spróbowałam wreszcie bitej śmietany. Bardzo fajna. Smaczna, nie za słodka i wegańska (takie lubię najbardziej ;)).

Zjadłam je z suszonymi żurawinami.

środa, 8 sierpnia 2012

Wegański szał zakupów

Przyznaję bez bicia, że w tym miesiącu pofolgowałam sobie ;) Portfel został opróżniony całkowicie, ale za to lodówka (że o szafie na ubrania nie wspomnę) została wypełniona.
Od razu mogę wyrazić swoją opinię na temat sklepu http://vegevege.pl/ z którego posiadam te produkty. Po pierwsze różnorodność niektórych produktów bardzo miło mnie zaskoczyła. Po drugie obsługa jest fachowa, a Pan, który sklep prowadzi bardzo miły. Po trzecie to sami zobaczcie zdjęcia ;)


 Tradycyjnie już przepraszam za jakość zdjęć :/
Co zostało zakupione? Bita śmietana i krem do ubijania, bio Cola x2, Carpaccio, Picknicker (kiełbaski) x2, Wegebanos x2, Tempeh, kilka rodzai Sheese, "smalec", paluszki tofu imitujące rybne, tofuburgery, "ser" ricotta, MozaRisella, tofu w oliwie z przyprawami, agar


 Bardzo podoba mi się to, że duża ilość produktów nie jest na bazie soi. MozaRisella imitująca mozarellę jest na bazie ryżu, wegebanosy to głównie ciecierzyca i słonecznik. Bitą śmietanę można kupić ryżową (ja skusiłam się na sojową, bo podobno jest smaczniejsza). Osobiście produkty sojowe bardzo lubię, ale wolę nie przesadzać z ich ilością w diecie, więc takie opcje bardzo mnie cieszą.



Na razie spróbowałam Picknikerów, które są pyszne i lekko pikantne i świetnego Wegebanosa z czosnkiem. Oczywiście w pierwszym odruchu pojawiła się ochota otworzyć i spróbować wszystkiego od razu, ale rozsądek wziął górę (a nie za często mi się to zdarza ;)) i będę smakować produkty po kolei. Dzisiaj mam w planach zrobić wieczorem gofry i od razu będzie okazja na wypróbowanie bitej  śmietany :)


Raz jeszcze polecam sklep vegevege.pl, a sama kończę śniadanie i idę się ogarnąć!

niedziela, 5 sierpnia 2012

Marchewka, czy kotlet?

Właściwie to jedno i drugie. Dzisiaj trochę niedomagam i cały dzień spędziłam w pidżamie pod kołdrą. Ponownie niczym rycerz na białym rumaku z pomocą nadciągnął Mąż. Z tym, że zamiast rumaka wystąpił biały bullterrier, ale reszta historii się zgadza ;)
Od jakiegoś czasu Karol zastanawiał się jak można wykorzystać wiórki z marchewki, które zostają w sokowirówce. Szkoda wyrzucać, a tyle ich jest. Powstał więc pomysł na kotlety z marchewki. Przyznam, że bardzo udany pomysł.


W kotlecie są wiórki marchewkowe i substytut jajka, a panierka to zmielone siemię lniane zalane wodą z bułką tartą. Do tego pomidorek ze śmietaną owsianą i pieprzem cytrynowym, domowe frytki ze słodką papryką i wega majonez do ich maczania. Dawno nie jadłam tak smacznego obiadu.
 A jak wieczorem złapał mnie głód, to kotleta, który został użyłam do ciabatty z sałatą , sosem barbecue i majonezem (lubię majonez :P).




Zostałam też zaopatrzona przez przyjaciela w pyszne herbaty z Holandii. Jestem maniaczką herbat i zawsze takie prezenty sprawiają mi olbrzymią radość. Aktualnie ulubione smaki to Smooth Chai i Chocolate Mint.
Wybaczcie bajzel w tle ;) Mimo kiepskiego samopoczucia wielki kubek pysznej herbaty zawsze stawia mnie na nogi.
Ciekawa jestem ile z osób które to czytają jest fanami herbaty, a ile kawy? :)

sobota, 4 sierpnia 2012

Rossmann w wersji wega?

Na wstępie bardzo Was przepraszam za jakość zdjęć. Ostatnio muszę korzystać z aparatu w telefonie, bo w moim połamałam klapkę i nie mam jak zmusić baterii do pozostania w środku :/ Trzeba będzie użyć dużej ilości taśmy klejącej, albo rozejrzeć się za czymś nowym jak tylko spłyną jakieś fundusze.
Aktualnie jestem w trakcie spożywania śniadania i cały czas nie mogę wyjść z zaskoczenia, po wczorajszej wizycie w Rossmannie. Już zmierzałam do kasy dumna z siebie, że kupiłam tylko gumę do włosów, gdy półka z żywnością zatrzymała mój wzrok. Nie wiedziałam nawet, że Rossmann ma tyle rodzai mleka roślinnego (różne smaki ryżowego, sojowego i owsianego!) i innych produktów. Ja złapałam za krem do pieczywa z gorzkiej czekolady (jakie to pyszne!) i konfiturę z owoców dzikiej róży, ale żałowałam, że fundusze nie pozwoliły mi na większe zakupy, bo było tam sporo ciekawych rzeczy.

A oto i wspomniany krem :) Do kompletu kaszka probiotyczna kupiona jakiś czas temu w sklepie ze zdrową żywnością i śniadanie na sobotni poranek gotowe!


W połowie jedzenia postanowiłam zrobić drugie podejście do zdjęcia z nadzieją, że może to wyjdzie lepsze, ale niestety nic z tego :/

Udanego weekendu :)

środa, 1 sierpnia 2012

Czy bycie weganinem jest naprawdę trudne?

Zawsze najtrudniejsze wydaje nam się nieznane. Wegetarianizm powoli staje się coraz mniej piętnowany. Być może społeczeństwo nie rozumie, ale toleruje tych "dziwaków", którzy na pewno kiedyś się opamiętają. Jednak gdy tylko powiedzieć "weganizm" podejście zupełnie się zmienia. Przecież bez sera, mleka i jajek nie można żyć.
Osobiście uważam, że przeszłam na weganizm w momencie kiedy stał on się dosyć łatwy. Oczywiście powinnam odżywiać się tylko produktami świeżymi, przygotowanymi w domu i omijać wszystkie "gotowce", ale prawda jest taka, że codzienność skutecznie to utrudnia. Mało czasu na robienie wszystkiego samodzielnie i ochota, która napada mnie od czasu do czasu na.... hot doga/hamburgera/bułkę z serem lub wędliną/gofry z bitą śmietaną* (*niepotrzebne skreślić). Ze wszystkim można sobie poradzić. Wszystkie produkty do tych potraw są dostępne. Może jeszcze nie mogę ich kupić idąc do pierwszego lepszego sklepu, ale od czegoś trzeba zacząć. Gdy zostałam wegetarianką o parówkach sojowych można było pomarzyć, a mleko sojowe smakowało jak pomyje ;) Rynek rozwinął się niesamowicie w ciągu tych kilku lat. Na swojej prywatnej stronie na Facebooku wrzucam zdjęcia tych potraw, które i Wam pokazuję. Ciasta, babeczki, dania obiadowe. Do wyboru do koloru. A jednak, gdy spotykam znajomych, którzy te wszystkie potrawy widzą i tak słyszę "to co ty właściwie jesz?". Weganizm nie wymaga rezygnowania z niczego, a budzi wiele negatywnych emocji od niechęci aż po jawną nienawiść (tak, tak, zdarzyły się ataki na moją osobę). Właściwie dlaczego? Bo jestem empatyczna, bo krzywda innych stworzeń jest dla mnie sprawą ważną? Jeśli to powody do negatywnych emocji, to ja tych pozytywnych nie chcę budzić.
Cenię ludzi, którzy pytają o weganizm nie ze złośliwości i tonem kpiącym, ale z czystej ciekawości i próby zrozumienia dlaczego wybrałam taką dietę. Nawet jeśli sami nie przestają jeść mięsa to często robią mały krok w tę stronę. A każdy kroczek, nawet najmniejszy cieszy.
Ostatnio z okazji spotkania rodzinnego kochane ciotki postanowiły mi wyperswadować "głupotę" jaką jest weganizm. Kobiety schorowane, otyłe lub z nadwagą pouczały mnie o prawidłowo skomponowanej diecie. Czy to naprawdę ludzka natura negować wszystko co inne i nieznane? Po co? Życie jest za krótkie na negatywne emocje i za fajne, żeby minęło na rozdrapywaniu ran i pielęgnowaniu niechęci. Prawda?

Blond czupryna to ja :) 


Dla wszystkich zainteresowanych podaję 3 sklepy internetowe, które maja bogatą ofertę wegańską:
http://www.evergreen.pl/index.php
http://www.greenplanet.pl/
http://vegevege.pl/ - za ten ostatni dziękuję Alicji, która mi podesłała do niego link. Zamówiłam kilka wersji Sheese i bitą sojową śmietanę :) Humor od razu mi się poprawił.