Happy Cow

HappyCow's Compassionate Healthy Eating Guide

czwartek, 18 października 2012

Tylko daję znać, że żyję!

Po galopce w tym tygodniu mój organizm odmówił współpracy. Pragnął świeżych warzyw, owoców, i domowego jedzenia. Autentycznie czułam przymus zjedzenia pomidora.
Na obiad były zatem ziemniaczki z pietruszką, kiełbaski Tajfun ze smażoną cebulką i bakłażan w pomidorach.


Poza tym u mnie w domu nastąpiła kulinarna śmierć. Cały tydzień jadłam na mieście. Niby weganom trudno jest się stołować poza domem, ale ja bym nie przesadzała, bo jest co najwyżej "trudniej". Jednak ja mam już kilka lokali w których wiem co mogę zamówić, żeby się nie rozczarować. Pizza bez sera budzi mniejszy szok, a kelner w mojej ulubionej włoskiej restauracji już wie, że parmezan ma się nie pojawiać na makaronie z oliwą, a pierogi z kapustą i grzybami stały się moimi ulubionymi ;) Wystarczy tylko chcieć.
Ja za to obiecuję sobie, że już niedługo wrócę do gotowania, ale na razie na obietnicach się kończy. Może już wkrótce się coś zmieni, ale na razie wiszę w próżni.

10 komentarzy:

  1. Ja mam to samo! nie wyrabiam! trzym sie tam cieplo! trzeba przetrzymac ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to dobrze, że bywają wolne weekendy ;)

      Usuń
  2. Też mam wrażenie, że coraz więcej miejsc przyzwyczaja się do wegańskich gości, a pytania "czy to zawiera mleko, jajka" nie budzi tak wielu niechętnych spojrzeń. No i mój codzienny "must have", czyli kawa z mlekiem sojowym (przynajmniej w W-wie) jest w bardzo wielu miejscach, więc da się żyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że ja nie pijam kawy, bo takiej z mlekiem sojowym u mnie nie uświadczysz ;) Ale dobrze, że się zmienia na lepsze... Chociaż ostatnio weszłam do baru pewnego zakładu pracy, a tam tylko w menu wątróbki, żołądki i kurze cycki... Aż mi się zrobiło słabo. Nie było nic wegetariańskiego, że o wegańskim nie wspomnę :/

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję za troskę :) Piechu już lepiej. Chociaż na początku tygodnia nie obeszło się bez kroplówek. Na szczęście wydobrzał :)

      Usuń
  4. świetny obiadek,zjadłabym taki wegański.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. życzę unormowania i czekam na powrót :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W mojej mieścinie nie mam niestety tego luksusu, tutaj brak wegańskich knajpek, a zamówienie pierogów z kapustą grozi ryzykiem pojawienia się w daniu skwarek lub choćby samego tłuszczu zwierzęcego. Brak zrozumienia dla diety bezmięsnej. A jedyna restauracja mająca dania vege w opcji jest dosyć ekskluzywna (czytaj droga, choć czytając menu w necie stwierdziłam, że warta grzechu) i oddalona od miasta o ok 20 km ;/

    p.s.Co to za kiełbaski na talerzu???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiełbaski firmy Tajfun. Gdzieś wrzucałam już do nich link.
      Mam nadzieję, że będzie już tylko łatwiej zjeść coś wegańskiego poza domem. Ja naprawdę nie mam prawa narzekać :)

      Usuń

Po sygnale zostaw wiadomość ;) *beep*