Happy Cow

HappyCow's Compassionate Healthy Eating Guide

piątek, 2 listopada 2012

Jesienna chandra

Jestem zmęczona. Pracą, domem, ludźmi z którymi przychodzi mi obcować na co dzień, a także podejściem do mojego stylu życia. Do pewnych rzeczy trzeba się przyzwyczaić, ale pewne doprowadzają mnie już do szału. Kwestia diety przewija się często w rozmowach, chociażby dlatego, że w pracy zawsze mam dużo smakołyków (od kanapek, przez risotto po orzechy z żurawiną), bo jestem typem, który wiecznie jest głodny ;) Nie drażnią mnie komentarze na temat tego, że moje parówki smakują "jak papier toaletowy", czy, że makaron z sosem pomidorowym na obiad to za mało, bo bez kurczaka. Wkurza mnie natomiast, gdy moje problemy zdrowotne (które zaczęły się jeszcze zanim nawet zostałam wegetarianką) są zrzucane na karb diety opartej na warzywach, zbożach, owocach, kaszach i orzechach, a zaraz potem słyszę rewelacje w stylu "nie czytam ulotek, bo nie interesuje mnie co jem" lub "mam ochotę na kebaba".
Dzisiaj, po usłyszeniu kolejnej z takich rewelacji wróciłam do domu i zrobiłam sobie zapiekaną ciabattę z oliwą, bazylią, rukolą, pomidorem i wędliną sojową i pomyślałam sobie, że wszyscy, którzy uważają, że jedzą zdrowiej, bo na ich talerzu zamiast ciecierzycy ląduje kurczak, albo schab powinni się trzy razy zastanowić zanim znowu rzucą jakimś rewelacyjnym, "mądrym" stwierdzeniem.
Jest hasło, które idealnie odzwierciedla to o czym piszę:

"Powiedz komuś, że jesteś weganinem, a nagle okaże się, że mają stopień naukowy z odżywiania"

Miałam styczność z dietetyką, wiem więcej na temat odżywania niż "przeciętny Kowalski", planuję zrobić magistra z dietetyki oraz jak większość wegan bardzo pilnuję, żeby niczego nie brakowało w mojej diecie, ale to i tak ja jestem tą, która na pewno nie dostarcza wymaganych składników odżywczych organizmowi -.-'


Jednak nie pozostaje mi nic innego jak dalej robić swoje i mieć nadzieję, że inni zrozumieją moje pobudki i zaczną bardziej przychylnie spoglądać w stronę weganizmu... Wiem, że daleka droga przede mną, ale wiem też, że warto uzbroić się w cierpliwość, czego i Wam życzę :)


Czy Was tez dopada jesienna chandra? Jak sobie z nią radzicie?

18 komentarzy:

  1. Tacy ludzie są straszni, wszystko wiedzą lepiej od zainteresowanego, ale nie ma się co tym przejmować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami ciężko się nie przejmować, gdy słyszy się te same odzywki kilka razy dziennie :/ ale wciąż się staram ;)

      Usuń
  2. Keep calm jest znacznie trudniejsze niż go vegan. ;)
    Przede wszystkim nie można się poddawać. Odkąd jestem weganką (czyli 2? miesiące zaledwie), stało się tak, że 5 osób zostało wegetarianami. To idzie dalej, bo jedna z nich spowodowała, że kolejne 2 osoby odstawiły mięso. I to jest chyba najpiękniejsze. :)
    Co do zdrowego odżywiania się - im więcej jesz mięsa, tym mniej zwracasz uwagę na jedzenie i tym bardziej pouczasz innych w tej kwestii. U mnie tak się stało, że dopiero jak zostałam vege, zaczęłam pichcić. A odkąd jestem weganką, zaczęłam robić weki, hodować kiełki itd.
    A co do jesiennej chandry, w moim przypadku działa wszystko co łączy się z czekoladą. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, zdecydowanie :D Chociaż teraz zachowanie spokoju przychodzi mi łatwiej (co wcale nie znaczy, że łatwo ;)). To jest chyba właśnie najlepszy motor do działania, gdy inni zaczynają iść w Twoje ślady. Mnie cieszy u innych każdy posiłek pozbawiony mięsa, nawet jeśli tylko raz w tygodniu lub od święta.
      Mnie weganizm zmusił do gotowania i bardzo się z tego cieszę :) Sama nie wiedziałam co tracę!

      Usuń
    2. najlepsze jest to że osoba która naprawdę ma jakieś pojęcie o odzywianiu nigdy nie powie, że weganizm jest niezdrowy, że czegoś nie dostarcza...bo ma wiedzę :P

      Usuń
    3. Niestety zbyt mało ludzi ma jakiekolwiek pojęcie i niestety zbyt wielu ludzi ma własną, niczym niepopartą teorię na ten temat.

      Usuń
  3. Czekolada :D A tak serio, to najlepiej działa na mnie dobry trening, po którym ledwo się stoi na nogach, endorfiny gwarantowane!
    Ja szczerze mówiąc tracę ostatnio cierpliwość i pytania, "co ty jesz?" ucinam tekstem "wszystko poza mięsem i nabiałem". Ewentualnie podsyłam takim osobom film "Making the connection" i on na razie dobrze spełnia informacyjną swoją rolę. A jak jestem wkurzona, zmęczona i nie chce mi się debatować z głupią panią w restauracji, która patrzy na mnie jak na debila jak pytam o skład jedzenia, to mówię, że jestem uczulona i chcę mieć pewność - to jakoś dociera :/
    Zdjęcie z podpisem świetne, doskonale kwituje nastawienie sporej części wszystkożerców do wszelkich nieznanych ich modyfikacji dietetycznych, mnie też doprowadza do furii dietetyczne profesorostwo jedzące po fckdonaldach , stacjach benzynowych itp., z dezaprobatą kręcące głową nad moją dietą. Tym bardziej, że prawie nigdy nie jest to życzliwy czy pełen ciekawości głos, a zwykle pełna krytyka na wejściu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się kończy cierpliwość, zwłaszcza do ludzi, którzy te same poglądy głoszą w kółko (jakby raz nie wystarczyło, bo przecież trzeba pokazać, kto tu jest mądrzejszy :/).
      Dokładnie! Ludzie wrzucają w siebie śmieci, ale uważają, że to weganie są nierozsądni jeśli chodzi o dietę.

      Usuń
  4. Szczerze? To zawsze imponowali mi veganie- mieli sile i zaparcie by przezwyciężyć nawyki, jakie dali im rodzice i umia radzić sobie w życiu bez miesa i podobnych artykułów spożywczych!
    Czytam twoj blog regularnie- podpatruje, co pichcisz,bo sama chce jesc podobnie- jednak ja mam maly problem z zaparciem i często zjadam mieso, ktorego miało nie byc.. Ale Staram sie, a tobie gratuluje!
    I nie ważne, co mowia inni- nikt nikomu nie powinien zaglądać w talerz:)

    Na chandre najlepszy jest spacer, czy przekazdzka rowerem, a potem kubek gorącej, mocnej herbaty z cytryne:) no i oczywiscie zwierzaki domowy- ktory zawsze pocieszy, polize i zeslie blogi spokoj;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Osobiście nie traktuję tego jako wielkiego wyzwania - samo jakoś przyszło ;)
      Ja również Twoje bloga uwielbiam i wiem, że nawet jeśli nie wegański to i tak mogę skorzystać z Twoich przepisów modyfikując je do własnej diety.
      A co do zaglądania w talerz masz 100% racji, chociaż jak sama doświadczam nie jest zrozumiałe dla wszystkich.
      Oczywiście, że zwierzaki to najlepsze co może być na chandrę! :) Ponownie się całkowicie z Tobą zgadzam!

      Usuń
  5. Prosto- jak ktos zaczyna ględzić ze wy weganie tacy i owacy to po prostu powiedz, ze nie, nie jest tak zle, czasami jak nie wytrrzymujesz to kupujesz sobie kilo kaczych łapek i gotujesz i wysysasz szpik. Na chandre- zgadzam sie z poprzednikami, czeko czeko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porady Cioci Kawy jak zawsze nieocenione ;D Nie wpadłabym na taką odpowiedź, ale spróbuję kiedyś na wyjątkowo opornych jej użyć :D
      A ja nie przepadam za czeko, chociaż dzisiaj może jeszcze zrobię shake'a bananowo-czekoladowego ;)

      Usuń
    2. porady cioci fri of czardż, wiec sie ciesz, ja tak zawsze mowie jak jest nagonka na nauczycieli. Facet sprawdza w pkp bilety, ja pokazuje mu legitke za znizke i on wali, ze wakacje 2 miesiace, ze nic nie robia, ze odpoczywaja itp ja na to slodki usmiech, przeciągam sie beztrosko i mowie: ma pan absolutna racje :)
      trzymaj sie szejkowo!

      Usuń
    3. Haha :D Zawsze mnie zastanawia czemu wszyscy tak zazdroszczą nam tych wakacji, ale jakoś sami nie rwą się do tego zawodu ;)

      Usuń
  6. Wow, naprawdę zamierzasz iść na 5-letnie studia z dietetyki? Super, trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, zamierzam iść na 2-letnie SUM.

      Usuń
  7. A ja ostatnio co raz częściej dochodzę do wniosku, że wegetarianizm, prowadzi prosto do weganizmu, a jeszcze rok temu zajadałam kurczaki ze smakiem, więc nie martw się, nie wszyscy są tacy zatwardziali w swoich przekonaniach. Mam tylko jeden problem - mięsożernego narzeczonego, który pomimo, że lubi moją kuchnię, to ani myśli rezygnować z mięsa.
    p.s. ja mam wielką słabość do czeko, niestety!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam problem z mięsożernym Mężem, który właśnie przechodzi na wegetarianizm (pokazałam mu film "Earthlings" i stwierdził, że żaden smak nie jest wart takiego cierpienie), więc wszystko przed Tobą ;) Najważniejsze jest chyba nie naciskać i pozwolić mu samemu dojść do tego czy chce być wege/wega, czy nie.

      Kto nie ma słabości do czekolady? ;) Ja właśnie robię czekoladowo-bananowe babeczki :D

      Usuń

Po sygnale zostaw wiadomość ;) *beep*