Happy Cow

HappyCow's Compassionate Healthy Eating Guide

niedziela, 19 sierpnia 2012

Wróciłam z urlopu

Urlop krótki, ale bardzo treściwy. Niestety początkowe plany zostały całkowicie zmienione z powodu stłuczki samochodowej (bardzo miła Pani postanowiła wjechać w tył naszego auta pozbawiając nas środka transportu). Docelowo kierowaliśmy się do Wrocławia, jednak hotel był pod miastem w Biskupicach Podgórnych, co utrudniało nam poruszanie się. Musieliśmy brać taksówkę z hotelu i dopiero spod Auchan ruszaliśmy na miasto. A cóż to za wspaniałe miasto. Jestem nim całkowicie zauroczona i strasznie ubolewam, że nie mogłam tam zostać na dłużej (a najlepiej na zawsze ;)).
Jednak po przespaniu pierwszej nocy w hotelu i zejściu na śniadanie poczułam jak dużo trudniej weganom podróżuje się od wegetarian. Mój Mąż zjadł sycące wegetariańskie śniadanko, a ja musiałam zadowolić się dwiema kromkami razowego chleba, pomidorem i ogórkiem -.-"

Ach, zapomniałam, że herbatę mogłam wypić :P Rozpusta i szaleństwo.

W mieście zdążyłam odwiedzić jedynie dwie knajpy z wegańskim jedzeniem (w planach były 4, ale zabrakło czasu na wszystko).
Pierwsza była VEGA, która znajduje się na Rynku koło Pręgieża. Właściwie był to jeden z pierwszych lokali jakie zauważyłam.

 Co szalenie mi się spodobało to dwa poziomy lokalu. Na parterze znajduje się bar z jedzeniem wegetariańskim, a na piętrze z wegańskim. To takie przyjemne nie myśleć "co ja mogę wybrać z menu", a jedynie "na co mam dzisiaj ochotę". Zamówiłam kotlet z fasoli, zapiekankę ziemniaczaną z sosem i tofurnik.
Niestety tofurnik był bardzo słaby, suchy i zdecydowanie w domu robię lepszy ;) Poza tym obiad pierwsza klasa! Ziołowa Cola okazała się przysmakiem, który chętnie piłabym częściej.


Mąż zamówił botwinkę i galaretkę na agarze oraz kwas chlebowy. Wszystko pyszne!


Szalenie podobały mi się obecne w całym mieście krasnale, których poszukiwania stanowią turystyczną rozrywkę :) Podobno jest ich ponad 250, my znaleźliśmy zaledwie kilka z nich, ale właściwie nie szukaliśmy jakoś szczególnie mocno.

W EMPIKu zaopatrzyłam się w gorzką czekoladę z lawendą :) Była dobrą przekąska w trakcie zwiedzania.


Odwiedziliśmy Stare Jatki, gdzie niegdyś znajdowały się rzeźnie.

 Potrzeba wybicia się i zaistnienia w mieście, które ma tyle do zaoferowania powoduje, że na każdym kroku spotyka się urocze knajpki, kawiarenki, które niesamowicie przyciągają klientów.


Wrocław staje moim ulubionym miastem i mam nadzieję, że szybko trafi się okazja odwiedzić je znowu.
Drugi dzień pobytu opiszę w kolejnym poście. Za dużo szczęścia na raz też szkodzi ;)
C.D.N...



21 komentarzy:

  1. To chyba następnym razem muszę Cię zaprosić do siebie :D co prawda klitka ma 30m2, ale chociaż jest w śródmieściu :)
    Wrocław pod względem wegańsko-aktywistycznym jest boski! Szkoda, że nie miałaś okazji odwiedzić wszystkich wega restaruacji, ja znam też włoską lodziarnię z wegańskimi przysmakami :>> mają lody sojowe <3 i trylion sorbetów. poza tym fajna organizacja aktywistyczna, co rusz można trafić na imprezy, gdzie zbiera się pieniądze, karmę, koce dla zwierzaków :) musisz tu wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka szkoda, że nie wiedziałam, że jesteś z Wrocławia, to byśmy się umówiły na piwo, albo herbatę ;)
      Z jadłodajni odwiedziłam też Machinę Organikę i jestem zakochana, ale o tym w następnym poście. Wrocław jest cudowny! Zazdroszczę Ci bardzo.

      Usuń
    2. następnym razem musimy się zgadać :)

      Usuń
    3. nie wierzę, że to zdradzam :D ale... Tralalala w Galerii Italiana :)

      Usuń
  2. Widzę,że zawitałaś do mojego rodzinnego miasta :). Wrocław się bardzo rozwija pod względem inicjatywe wege/vegan/fair trade itp. Akurat vegi osobiście nie lubię i znajomym nie polecam, ale jest jeszcze kilka innych miejsc z jedzeniem "dla ludzi" ;). Niedawno też ruszyła knajpka z opcją wegańskiego cateringu i dostawy, ale póki co nie miałam okazji osobiście wytestować. Przyjemnie (głównie atmosferowo) było swego czasu w kalaczakrze, również Nalanda ma swoich zwolenników :).. Ta czekolada zjadliwa? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy wszyscy poza mną mieszkają w tym genialnym mieście? Vega ma dobre żarcie, ale bez polotu. Taki trochę "Bar nie-mleczny" ;) A wybór faktycznie jest świetny, ale poza hotelem w którym się zatrzymaliśmy...

      Usuń
    2. też nie lubię Vegi ;) jest zbyt stołówkowo. i ceny za wysokie. to akurat ich-nie ich wina, bo zdecydowali się skupować całą produkcję z jednego eko-gospodarstwa (właściciele zmarli i ich dzieci chciały to sprzedać więc vega wyszła z taką propozycją. plus dla nich że wegańskie piętro zostało po wielu latach pradziwym wegańskim piętrem bo wczesniej, choć nazwa była taka sama, to jedzenie było różne i nie raz się zdarzało że pani chlupnęła komuś śmietaną do zupy >.<

      Usuń
    3. A mnie się wydała dosyć tania. Może akurat wybrałam takie tanie dania. Dobrze, że jest w pełni wega ;D

      Usuń
    4. ja kiedys wzięłam zupę z dyni, paprykę nadziewaną z sosem i sałatkę z tofu i dałam 20zł. zupa w miseczce wielkości naparstka, to samo sałatka, a papryka mniejsza od mojej chudej piąstki i wypchana samym ryżem ze sladową ilością brokułów i marchewki. wszystko o temperaturze letniej. zjadłam i poszłam do domu ugotowac sobie drugi obiad. chyba moje najgorzej wydane na jedzenie pieniądze ever. no za taką kasę mogłabym mieć wypasiony obiad plus deser w każdej innej vege knajpie. od tamtej pory do vegi zaglądam tylko na lody giuseppe.

      Usuń
    5. No właśnie z wrażenia zapomniałam o lodach :( Giuseppe nadal nie zostały przeze mnie wypróbowane... A jedzenie było wcale nie najgorsze, poza tofurnikiem.

      Usuń
  3. Fajne opowiadanie, czekam na drugą część.

    OdpowiedzUsuń
  4. Takim moim miastem jest Gdańsk.
    Chociaż marzy mi się do Wrocławia pojechać, zwiedzić prawdziwy ogród japoński (stworzony przez prawdziwych Japończyków :P )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zdążyłam zobaczyć ogrodu, ani wielu innych rzeczy :( Muszę się tam wybrać na dłużej!

      Usuń
  5. Fajnie, że już wróciłaś. Widzę, że miło spędziłaś czas, cieszę się. A Wrocław, ja bardzo KOCHAM :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja też byłam we Wrocławiu zgadzam się że jest to piękne miasto, ale zupełnie nie rozumiem powyższych opinii o Wedze byłam chyba w większości knajp wegańsko-wegetariańskich we Wrocławiu i właśnie tam smakowało mi najbardziej. To fakt ze wygląda jak bar mleczny i dolne piętro jest mało przyjazne, ale piętro górne pyszne i bardzo bardzo tanie. Byłam jeszcze w Najadacze - robią pyszne falafele i tofurnik i w Zle mięso ono chyba troszkę mnie rozczarowało bo bardzo napalilam sie na pizze myslac ze jest z weganskim serem a byla z tofu niezbyt smaczna. Nie byłam niestetety w Mechanika Organica wiec muszę wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do Vegi miałam mieszane uczuucia. Niestety poza Vegą i Machiną nie udało mi się odwiedzić większej ilości knajp... a szkoda :(

      Usuń

Po sygnale zostaw wiadomość ;) *beep*